Switch to a white background with black text Switch to a black background with white text Switch to a yellow background with black text Increase text size Decrease text size

Zwiedza świat, którego nie widzi (Polish language article, August 2014)

Written by: Maria Mazurek

First published: Gazeta Krakowska, 1st August 2014

Also published in: Polska (4th August); Nowa Trybuna Opolska (4th August); Nowiny (7th August); Angora, (12th August)

Niewidomy podróżnik Tony Giles z Anglii mówi, że przeszkody należy pokonywać. Teraz poznaje Kraków

Największy problem ma z pieniędzmi. W obcym kraju, gdziekolwiek podróżuje, musi znaleźć na ulicy kogoś, komu zaufa i kogo poprosi, by pomógł mu wyciągnąć pieniądze z bankomatu. A jak w kilka minut na ulicy
złapać obcego człowieka i zaufać mu na tyle, żeby w jego ręce oddać wszystkie swoje pieniądze? Szczególnie, jeśli jest się niewidomym i w 80 proc. niesłyszącym? Cóż, Tony’emu Gilesowi jakoś się udaje. – Warto ufać ludziom – uśmiecha się, kiedy siedzimy w jednym z krakowskich hosteli. Wcześniej odwiedził już niemal sto krajów na wszystkich siedmiu kontynentach.

Pęd do przygód

Kiedy jesteś niewidomy, każda czynność jest wyzwaniem. Pójście do łazienki, zrobienie sobie kawy. Większość osób, które nie widzą, rzadko wychodzą poza swój dom. Swoją twierdzę. Boją się.
W Brytyj czyku Tonym tego strachu nie było. Od dziecka przysłuchiwał się opowieściom ojca, który podczas II wojny światowej służył w brytyjskiej marynarce. Ojciec zjeździł pół świata. I chyba nieświadomie – bo wolałby przecież syna przed tym światem ochronić – rozbudził w nim głód podróży, pęd do przygód.
– Kiedy miałem 19 lat, mój przyjaciel Will Harris, też niepełnosprawny, zabrał mnie w pierwszą podróż: do innego angielskiego miasta na koncert rockowy. Wtedy po raz pierwszy spałem w hostelu – opowiada Tony.
Potem te hostele rozsiane po całym świecie stały się jego drugim domem.
– To magiczne miejsca, gdzie pracują zazwyczaj młodzi, otwarci, świetnie mówiący po angielsku ludzie. Gdziekolwiek jestem – czy w Australii, czy na Sri Lance, czy w Kenii – w pierwszej kolejności staram się znaleźć nocleg właśnie w hostelu – opowiada.

Seks, alkohol, narkotyki

Kiedy miałem 16 lat, zmarł mój najlepszy przyjaciel cierpiący na chorobę polegającą na zaniku mięśni – opowiada Tony. – To był dla mnie wstrząs. Próżnia. Zacząłem pić, by poradzić sobie z uczuciem samotności – opowiada.
A potem poczuł, że musi wziąć się w garść. Że takie jest życie: ludzie przychodzą i odchodzą, chorują, ranią cię i inspirują. Że z każdej znajomości, nawet jeśli ta zakończy się jedynie na wypiciu kilku drinków, trzeba wynieść coś dla siebie.
Poszedł na amerykanistykę. Na pięć miesięcy wyjechał na studia do Karoliny Południowej w Stanach Zjednoczonych. Prawdziwa szkoła życia. Właśnie w Stanach zaczęty się jego samodzielne podróże.
– Stwierdziłem, że wolę podróżować samotnie, a nie męczyć sobą znajomych. Jasne, kiedy wyruszam w samodzielną wyprawę, tym bardziej muszę prosić o pomoc mnóstwo ludzi: pracowników hosteli, przechodniów, kelnerów. Ale właśnie przez to, że to rozkłada się na tyle osób, jestem mniej uciążliwy – wyznaje.
Nie ukrywa, że w tych jego podróżach nie brakowało alkoholu, narkotyków, seksu z przygodnie poznanymi kobietami. Chciał mieć prawo do tego, by jak zdrowi szaleć i jak zdrowi popełniać błędy.
Tych szaleństw nie przerwała nawet transplantacja nerki, którą musiał przejść. Teraz jest trochę spokojniejszy, znalazł dziewczynę, Greczynkę, również niewidomą. Kiedy tylko mogą, podróżują razem.
– Więcej też planuję. Kiedyś nie lubiłem rezerwować wcześniej miejsc w hostelach, układać planów podróży. Byłem totalnie spontaniczny. Teraz chyba mam w sobie więcej rozwagi – stwierdza.

Wszystkie zmysły

Wciąż jednak uwielbia ekstremalne przygody, skoki na bungee, tyrolskie kolejki, a także największe rollercoastery.
– Nie mogę wszystkiego zobaczyć, ale mogę poczuć lepiej niż inni. Dlatego w takim skoku na bungee skupiam się na tym, co dzieje się z moim ciałem, itojest niesamowite uczucie – opowiada Tony.
To zresztą cały sekret jego podróży, jego aktywnego życia w ogóle: wykorzystywanie, jak to tylko możliwe, pozostałych zmysłów.
– Dużo jestem w stanie powiedzieć o człowieku po jego głosie. Czy jest zdenerwowany, czy pewny siebie. Znudzony albo szczerze zainteresowany. Ile ma lat? Pani ma 26-27.
-27.
– To słychać. Po głosie jestem nawet w stanie wyobrazić sobie, jak ktoś mniej więcej wygląda, jaki ma charakter. Sporo mówi też uścisk dłoni.
Kiedy wejdzie do kościoła, potrafi ocenić j ego wielkość po tym, jak rozchodzi się echo. Uwielbia zapach kościelnych świec. Czuje zapach i słyszy dźwięk morza. Bryzę czuje na swojej skórze.

Więcej dobrych ludzi

To nie znaczy, że czasem nie ma dość. Że nie chce wrócić jak najszybciej do domu i już nie ruszać się ze swojego pokoju.
Ale oswoił strach. Oswoił też świadomość, że mogą spotkać go niemiłe przygody. Kiedyś na kempingu w Kanadzie ukradli mu plecak. Innym razem, w Serbii – laptopa.
– To nie rujnuje tej twojej ufności, wiary
w ludzi?
– W ogóle. Bo po każdym takim doświadczeniu tym bardziej spotykam dobrych, bezinteresownych ludzi. Takich, którzy dadzą mi za darmo nowy plecak, pozwolą skorzystać ze swojego komputera, przenocują, ugotują.

Tak, dzięki, dzień dobry

Z ich pomocą radzi sobie całkiem nieźle. Pracownicy hostelu czytają mu mejle i SMS-y od przyjaciół oraz rodziny (na swoim komputerze w Anglii ma specjalny program, który wszystko mu czyta).
– Dlatego zawsze podkreślam, żeby nikt nie pisał do mnie jakichś przekleństw i sekretów, bo każdy może to przeczytać – śmieje się.
W każdej podróży robi też zdjęcia. – Ludzie dziwią się, że ślepy potrafi zrobić zdjęcie, wie, kiedy trzeba zrobić je w pionie, a kiedy w poziomie – opowiada Tony. – Prawda jest taka, że nie trzeba widzieć, by niektóre rzeczy dostrzec. Albo się ich domyślić. Na wszelki wypadek robię po kilka zdjęć, a potem zawsze któreś wychodzi całkiem nieźle. Później umieszczam je na swoim Facebooku – opowiada niewidomy podróżnik.
Wszędzie, gdzie jedzie, zawsze uczy się choć trzech słów w danym języku: tak, dziękuję, dzień dobry.

Wystarczy wiara, że się da

Tony wielokrotnie słyszał, że jego historia j est inspirująca, że mogłaby pomóc innym niepełnosprawnym. Gdyby tylko ją poznali.
Wspomnienia ze swoich podróży spisał więc w książce „Świat w moich oczach”. W Polsce wydało ją wydawnictwo Prószyński i S-ka.
– Wiem, że to zabrzmi patetycznie, ale naprawdę chciałem pokazać, że nie ma przeszkód nie do pokonania. Że nie ma rzeczy niemożliwych. Wystarczy tylko pewność siebie i wiara, że nam się uda. A zajdziemy daleko.